Dzieciństwo to niezwykły czas, kiedy wszystko wydaje się lepsze, milsze, bardziej wartościowe. Przynajmniej po jakimś czasie. Gdy mamy już zupełnie inną perspektywę. Bo przecież wspominając… bardzo często idealizujemy. Ale wiecie co? „Toy Story” jest naprawdę bliskie ideału.


W najnowszej, czwartej już odsłonie serii zainicjowanej w 1995 roku przez Johna Lassetera zabawki stają przed kolejnym wyzwaniem. Zmianą miejsca, zmianą zwyczajów. Szukaniem odpowiedzi na pytania. A najważniejsze – z poświęceniem. W imię najbliższych. Doskonale rozumie to Chudy, który zawsze znał swoje miejsce na świecie. Jego życie, jak na prawdziwego szeryfa przystało, kręciło się wokół opieki nad Andym, a później Bonni, małej, rezolutnej i bardzo wrażliwej dziewczynki.

Gdy pewnego dnia w pokoju Bonni pojawia się nowa zabawka, Sztuciek, nikt nawet nie przypuszcza, że to początek zaskakującej podróży. Nieoczekiwana wyprawa pozwoli Chudemu przekonać się, jak wielki może być świat dla zwykłej zabawki… Podróż, jak możecie się domyśleć, rozgrywa się poza czasem i pomiędzy miejscami. Bo „Toy Story 4” to już raczej na pewno ostateczne zamknięcie serii. I powiem Wam szczerze, że jest naprawdę piękne.

Filmowa opowieść jest jednak nie tylko urocza, ale również nieoczywista. W historii nie pojawia się na przykład klasyczny złoczyńca, choć przez pewien czas może za największego z wrogów może uchodzić lalka imieniem Gabby Gabby, której królestwem jest stary antykwariat. Miejsce dla opuszczonych zabawek – świątynia przeszłości, gdzie panuje jednak prawo silniejszego. Ale miarą potęgi jest nie tylko fizyczność, o czym przekonają się wszyscy główni bohaterowie.

W historię poszukiwania Sztućca – niefrasobliwej zabawki, która dopiero poznaje świat – wpisano też wyjątkowy ładunek emocjonalny. A to za sprawą relacji, jaką złączony jest Chudy oraz pasterka Bonnie. Blondwłosa niewiasta przeszła prawdziwą metamorfozę – od zwyczajnej, prostodusznej dziewczyny, do kobiety, która samodzielnie ustanawia reguły gry. Ostateczna batalia pomiędzy Gabby a resztą wesołej ferajny jest zaś… prawdziwie wzruszająca. Na bardzo wielu, bardzo różnych poziomach. „Toy Story” ukazuje całą gamę emocjonalnych barw! Od radości, przez smutek, melancholię, zwątpienie. I nadzieję.

„Toy Story 4” żyje własnym życiem. Bajkowa rzeczywistość jeszcze nigdy wcześniej nie wyglądała tak autentycznie. Magia oddana jest w detalach, ale również gatunkowej hybrydzie. Doświadczamy równocześnie komedii, kina spod znaku Nowej Przygody, horroru i melodramatu. Wszystko zagrane w cudownym stylu! A prawda – o rozstaniach i powrotach – zapisana jest też za sprawą wewnętrznego głosu zabawek. Ostateczne pożegnanie dzieciństwa nie jest łatwe, ale konieczne. Wspaniałe kino!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here