Postnuklearne sieroctwo nasion, które zamiast w żyznej glebie, próbują zakiełkować w jałowej próżni kosmosu, sprawia, że „Dmuchawce” rozbudzają rozważania o tym, co kruche i na pozór skazane na niebyt… Zasadniczą treścią filmu jest jednak tułaczka oraz przetrwanie – elementy wystarczające na hipnotyzujący wizualny poemat. Nieoczywista pełnometrażowa animacja w polskich kinach ukazała się za sprawą Best Film.

Momoko Seto – reżyserka o naukowym rodowodzie, nagradzana przez CNRS i na Berlinale – umiejętnie nakreśliła ramy dla przewodnich motywów tego międzyplanetarnego dramatu. Biologiczny instynkt, ekologiczna katastrofa i pierwotna wola życia, która daje siłę, by dryfować w nieznane, tworzą fundamenty tej opowieści. Być może dla niektórych problemem będzie to, że narracyjna wymowa filmu momentami ustępuje miejsca czystej kontemplacji, a finałowe poszukiwanie domu, choć poruszające, ociera się o pewną gatunkową umowność. Nie da się jednak ukryć, że „Dmuchawce” potrafią hipnotyzować.

Liturgia atomowego wiatru

Punkt wyjścia zawiera w sobie nieprawdopodobny, choć też nieoczywisty, potencjał emocjonalny. Rodzina nasion – Dendelion, Baraban, Léonto i Taraxa – zostaje wyrwana z macierzystego ekosystemu przez atomowy podmuch, który unicestwił Ziemię. Te efemeryczne istoty muszą wykrzesać w sobie wewnętrzny ogień, dzięki któremu utrzymają się w istnieniu, by w skrajnie nieprzyjaznych, gwiezdnych sceneriach szukać skrawka stabilnego lądu. Wszystko to w surowej, kosmicznej pustce, gdzie toczy się cicha walka pomiędzy kruchą biologiczną formą a bezwzględną obojętnością wszechświata.

Biologia w stanie nieważkości

Wydaje się, że największa siła „Dmuchawców” opiera się na doświadczeniu – wejściu w świat, który jest sterylny, przejmująco pusty i niebezpiecznie bliski naszej współczesnej lękowości o los planety. Seto, wykorzystując swoje doświadczenie artystki wizualnej, tworzy obraz o niebywałej gęstości estetycznej, w którym mikroskala spotyka się z nieskończonością. Nawet jeśli fabularna puenta nie dostarcza tradycyjnego oczyszczenia, to sam proces podróży nasion przez mrok staje się przejmującą metaforą nadziei.

Nadzieja w czasie końca świata

To kino symboliczne, niejednoznaczne, hipnotyzujące formą. Momoko Seto udowadnia, że animacja może stać się najczystszym głosem natury, która upomina się o swoje miejsce we wszechświecie. „Dmuchawce” – co deklaruje reżyserka – stanowią opowieść o geologicznej ewolucji Ziemi – od czasów, gdy była pokryta lodem, aż po dzień dzisiejszy, kiedy gleba nie jest już darmowym, podstawowym i oczywistym elementem. W świecie, w którym grunt pod nogami dawno obrócił się w pył, jedynym ratunkiem okazuje się powrót do elementarnej potrzeby trwania – niezależnie od tego, jak bardzo nieprzyjazne wydaje się niebo nad naszymi głowami.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here