Brad Bird, reżyser kojarzony głównie z wielkimi hitami Pixara, takimi jak „Iniemamocni” czy „Ratatuj”, wraca do korzeni… i autorskiego pomysłu sprzed lat. Jego najnowszy projekt, „Ray Gunn”, to nieoczywisty film, na którego realizację uznany twórca czekał trzy dekady. Tym razem zamiast nowoczesnej grafiki komputerowej postawił na klasyczną animację 2D, co w dzisiejszym kinie głównego nurtu jest ruchem dość odważnym.

„Ray Gunn” – powrót do estetyki noir i wykorzystanie science-fiction
Zbrodnia w futurystycznym świecie? Taki jest pomysł wyjściowy. „Ray Gunn” to połączenie cyberpunka z nastrojowością czarnego kryminału. Akcja toczy się w Metropii – alternatywnej wersji XX wieku, gdzie ludzie i kosmici żyją obok siebie w ogromnym, futurystycznym mieście. Głównym bohaterem jest Ray Gunn, detektyw w starym stylu, który razem ze swoim jednookim partnerem musi rozwiązać sprawę morderstwa.

Co ciekawe, wizualnie film ma nawiązywać do tzw. literatury pulpowej z lat 30. XX wieku. Możemy spodziewać się wszystkiego, co definiuje ten gatunek: deszczowych ulic, neonów, zmysłowych femme fatale i gęstej, mrocznej atmosfery. Całość przypomina nieco animowaną wariację na temat „Łowcy androidów”.

Bird nie pracuje nad tym projektem sam. Scenariusz współtworzył Matthew Robbins, który ma na koncie m.in. współpracę przy „Crimson Peak”. Twórcy zapowiadają, że film będzie trzymał się reguł klasycznej intrygi, w której jedna zbrodnia odkrywa głębszy spisek. Nie da się ukryć, że równie ciekawie wygląda lista nazwisk w obsadzie dubbingowej. Głosów postaciom użyczą bowiem Sam Rockwell, Tom Waits oraz Scarlett Johansson.

Skydance Animation
„Ray Gunn” zapowiada się na produkcję, która może przypomnieć widzom, że animacja to nie tylko bajki dla dzieci, ale też świetne narzędzie do opowiadania poważniejszych, gatunkowych historii.




