Ambicja. Marzenia. Pasja. Wreszcie wolność – prawo do tego, aby decydować o swoim losie. Cóż, czasami proste słowa są najtrudniejsze do wypowiedzenia. Bo proste są tylko pozornie – przecież za każdym razem mogą oznaczać tak wiele… twórcy filmu „Coco”, jednej z najnowszych animacji wytwórni Disney/Pixar, stworzyli niesamowite widowisko, w którym złączono uniwersalną pasję do muzyki, rodzinne dziedzictwo, a także meksykańską kulturę. Zaintrygowani?


Miguel, dwunastoletni chłopak – rozsądny, a przy tym niezwykle wrażliwy – uwielbia, ba, właściwie kocha muzykę. Sztuka, która jest dla niego niemalże religią, a na pewno przeżyciem duchowym, metafizycznym, akurat w jego familii jest zakazana od dekad. Wszystko dlatego, że praprababcia rodu przed laty związała się z diabelsko czarującym artystą, który nie miał skrupułów, aby zostawić ją samą niedługo po narodzinach córki o wyjątkowym imieniu… Coco. Miquel, nie zważając jednak na historię rodu, marzy jednak, by osiągnąć sukces na miarę swojego wielkiego idola – Ernesta de la Cruza. Niemalże boga latynoskich melodii. A czy śmiertelnicy mogą im dorównać? Bohater spróbuje zmierzyć się z tym wyzwaniem.

Aby podjąć się tej szczególnej misji, rozgrywającej się w szczególnym czasie święta zmarłych, chłopak postanawia skraść gitarę z grobu swojego idola. Karą za ten występek jest przeniesienie do królestwa nieboszczyków. Krainy prawdziwe magicznej, niezwykle kolorowej, w której istoty z zaświatów prowadzą nowe życie. Bo też w tradycji meksykańskiej, Dzień Zmarłych jest radosną okazją do kultywowania pamięci o najbliższych – zmarli zresztą nadal egzystują, a ich dusze współucztują, ciesząc się w towarzystwie swoich świętujących rodzin. Wspaniale pomyślane są sceny, gdy zestawia się porządek ziemski i nadnaturalne pierwiastki.

Wydaje się, że to pamięć – o rodzinie, o bliskich – jest jednym z najważniejszych motywów filmu w reżyserii Lee Unkricha i Adriana Moliny. Bo dopóki trwają wspomnienia o zmarłych, dopóty istnieją oni w nadprzyrodzonym królestwie. „Coco” w niezwykły sposób oswaja tematykę śmierci, która jest przecież naturalną częścią naszego życia. Twórcy z niesamowitą wrażliwością i wyczuciem podkreślili emocjonalny wymiar historii. Opowieść rezonuje wyjątkowo donośnym echem właśnie – choć nie tylko! – za sprawą rozrywkowej, ale również melancholijnej muzyki. Na tym tle szczególnie wyróżnia się choćby „Pamiętaj mnie”.

Odyseja Miquela – bo tym może być właśnie podróż po zaświatach – jest cudna wizualnie. Feeria barw sprawia, że chcemy poznawać coraz to nowe krainy zamieszkiwane przez nieszczęśników, marzycieli, wszelkiej maści cudaków – zwykłych, choć tak naprawdę niezwykłych ludzi. Niezwyczajna jest też wymowa „Coco”. Zwłaszcza gdy dochodzi do spotkania pomiędzy seniorką rodu a chłopcem, który podąża za swoimi marzeniami… Ambicja. Pasja. Wreszcie wolność – prawo do tego, aby decydować o swoim losie. I jeszcze jedno – wzruszenie. Animowana opowieść, którą przeżyjecie całym serduszkiem znajdziecie między innymi w filmotece HBO GO. Warto!

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here