Tworzenie animacji to nieustanna walka z materią, która zmusza nas do zwolnienia tempa i przyjrzenia się temu, co w nas samych jest najbardziej kruche – mówi Tim Allen, legendarny animator poklatkowy, który od ćwierć wieku tchnie życie w silikonowe lalki. Przy okazji tegorocznej edycji festiwalu Animator, rozmawiamy o tym, dlaczego w świecie zdominowanym przez algorytmy i cyfrową perfekcję, to właśnie „ludzkie” niedoskonałości stają się najważniejszym nośnikiem emocji.

Tegoroczny temat, „być człowiekiem”, stawia fundamentalne pytanie. Z Twojej perspektywy – po 25 latach obserwowania świata przez obiektyw kamery do poklatkowej animacji – jak zmieniło się Twoje rozumienie tego, co stanowi istotę człowieczeństwa w kinie?

Z mojego doświadczenia jako animatora wynika, że w porównaniu z moimi początkami, teraz wymaga się ode mnie znacznie większej szczegółowości i niuansów w emocjach, które przekazuję w grze postaci. Podejrzewam, że to dlatego, iż dzisiejsi widzowie oczekują postaci z krwi i kości, a nie oczywistych stereotypów. Jeśli spojrzymy na dekady od narodzin kina, postacie z dawnych lat mogą wydawać się wręcz żenująco jednowymiarowe w porównaniu z tym, co widzimy w nowszych produkcjach. Oglądanie mężczyzn i kobiet przedstawianych w filmach z lat 40., 50. czy 60. bywa z dzisiejszej perspektywy niezręczne. Dorastałem na wielu filmach akcji z lat 80. – choć je uwielbiam, dzisiaj zazwyczaj odnajduję znacznie większą głębię w postaciach i historiach. To nie jest krytyka i oczywiście zdarzają się wyjątki, ale film jest często odbiciem swoich czasów. Wiele starszych produkcji stworzyło fundamenty, na których współcześni twórcy mogą budować.

W animacji poklatkowej pracujesz z martwymi materiałami – silikonem, metalem, tkaniną. Jak te przedmioty stają się naczyniami dla autentycznej wrażliwości i empatii, często rezonując z widzami głębiej niż występy aktorów w filmach aktorskich?

Odpowiedź jest prosta: animacja poklatkowa ma wiele wspólnego z lalkarstwem, jak choćby „Muppety” Jima Hensona. Nie ma znaczenia, jakiego materiału czy obiektu używasz. Widzowie akceptują fakt, że oglądają interpretację, a mimo to emocje są rozpoznawalne i bliskie tym ludzkim. Co więcej, pozwala to postaciom wyrażać rzeczy w sposób wyolbrzymiony, co w przypadku prawdziwych ludzi mogłoby być niekomfortowe. Terapeuci używają lalek i pluszowych misiów, aby pomóc dzieciom wyrazić traumatyczne przeżycia poprzez odgrywanie ról. To powszechnie zrozumiały koncept: zakładając „maskę”, ludzie czują się wyzwoleni i mogą przyjąć osobowość inną niż własna. Wyrażamy ludzkie doświadczenia w sposób, który wydaje się mniej zagrażający, a jednocześnie pozostaje zrozumiały.

Żyjemy w erze zdominowanej przez AI i CGI, gdzie obrazy można wygenerować niemal natychmiastowo. Jaką rolę społeczną i artystyczną pełni dziś animacja poklatkowa, skoro wymaga niemal ascetycznej cierpliwości i bezpośredniego kontaktu z materią?

Odpowiedź: Użyłeś określenia „bezpośredni kontakt z materią” – i to jest klucz do atrakcyjności animacji poklatkowej: obiekt, który można wziąć do ręki, nagle ożywa. W erze, w której AI i CGI generują ruchome obrazy w mgnieniu oka, „cierpliwość” potrzebna do stworzenia animacji poklatkowej staje się głównym powodem, dla którego ten proces tak imponuje ludziom. Pierwsze zdanie, jakie słyszę, gdy mówię, że jestem animatorem poklatkowym, to zwykle: „Musisz mieć tyle cierpliwości” – i jest to wypowiadane z poczuciem szacunku i podziwu. Ponieważ AI i CGI generują obrazy błyskawicznie i bez wysiłku, ich nowość stała się powszedniością. Stały się zwyczajne, nieciekawe i łatwo zastępowalne. W przeciwieństwie do nich, rękodzieło wyróżnia się, jest bardziej imponujące i pożądane właśnie ze względu na czas i wysiłek włożony w jego stworzenie.

Każdy z tych reżyserów posiada unikalny kod wizualny. Czego nauczyłeś się o naturze ludzkich lęków i pragnień, tchnąc życie w tak skrajnie różne światy – od mrocznych podziemi Burtona po pedantycznie symetryczne uniwersa Andersona?

Opowiadanie historii kręci się wokół natury ludzkich lęków i pragnień – to stałe czynniki, które napędzają nasze życie. Nasze mózgi są zaprogramowane tak, by chcieć i tęsknić za tym, czego nie mamy, podczas gdy ograniczenia i ryzyko nas powstrzymują. Historie budzą naszą ciekawość, gdy postacie decydują się wyjść poza swoją strefę komfortu, wiedząc, że wynik jest niepewny. Co więcej, każdy człowiek ma lęki i pragnienia, które bywają sprzeczne z celami innych osób. Jeśli twoje potrzeby zderzają się z potrzebami drugiego człowieka, wynikające z tego reakcje emocjonalne mogą popchnąć wszystkich zaangażowanych w nowe, skomplikowane kierunki. Burton, Anderson i del Toro zajmują się postaciami, które zostały zmuszone do znalezienia się w niekomfortowych sytuacjach, próbując jednocześnie osiągnąć swoje cele.

Podczas gdy animacja cyfrowa często dąży do sterylnej perfekcji, animacja poklatkowa jest podatna na drobne drgania czy pyłek na obiektywie. Jaką wartość dla widza mają te drobne, „ludzkie” niedoskonałości procesu twórczego?

Wręcz przeciwnie, uważam, że to animacja cyfrowa dąży do niedoskonałości! Domyślnie animacja komputerowa sprzyja symetrii oraz czystym, gładkim i lśniącym powierzchniom. Może to wyglądać zbyt idealnie, a nawet niepokoić widza. Znamy to uczucie: wygenerowany komputerowo „człowiek” wygląda niemal jak prawdziwy, ale coś w tym nie gra – bywa to wręcz odpychające. Nasze mózgi nie ufają rzeczom, które wydają się zbyt doskonałe. Cyfrowi artyści starają się uwiarygodnić swoją pracę, dodając wady. Celowo wprowadzają brud, skazy, nieregularności i uciekają od symetrii.

Animacja poklatkowa ma odwrotny problem – ręcznie rzeźbiona symetria i idealnie gładkie powierzchnie są trudne do osiągnięcia, podczas gdy wady, bałagan i nieregularności przychodzą naturalnie. Ludzie postrzegają pewien poziom niedoskonałości jako coś bliskiego. Właściwie jest to uspokajające. To dziedzictwo naszych przodków, kiedy żyliśmy w plemionach. Jeśli widzimy w innych perfekcję, czujemy się onieśmieleni, ale dostrzeżenie u nich wad daje nam poczucie bezpieczeństwa – utwierdza nas w przekonaniu, że nie jesteśmy sami w swoich ułomnościach, co buduje więź. Istnieje tu głębszy temat dotyczący tego, dlaczego ludzie i inne naczelne mają tę tendencję, ale w gruncie rzeczy po prostu czujemy się lepiej, widząc u innych pewne niedoskonałości. Guillermo del Toro wykorzystał ten koncept jako motyw przewodni w „Pinokiu”, który w całości opowiadał o niedoskonałych ludziach. Sam Pinokio został stworzony przez pijanego Geppetto przytłoczonego stratą. Styl wizualny miał być celowo niedoskonały, a animatorzy mieli za zadanie dodawać drobne błędy w ruchach postaci. Rękodzieło jest ze swej natury wadliwe, co Guillermo wykorzystał wizualnie, by dopasować to do tematyki opowieści.

Wciąż żywy jest stereotyp, że animacja jest wyłącznie dla dzieci. Jak Twoja sekcja kuratorska na festiwalu Animator rzuca wyzwanie temu poglądowi i pokazuje, że animacja to potężne narzędzie do zgłębiania złożonych, dorosłych dramatów?

Każdy, kto myśli, że animacja jest tylko dla dzieci, jest w błędzie i jest źle poinformowany. To medium, tak samo jak film aktorski. Opowiadanie historii może podejmować każdy temat, niezależnie od użytego narzędzia. Nic dziwnego, że festiwal Animator kocha rzemiosło filmu animowanego. Każda rekomendacja wiekowa będzie miała te same wytyczne i ostrzeżenia, których spodziewałbyś się, decydując, czy film aktorski jest odpowiedni dla Twoich dzieci. Przyjdź na Animatora i sam odkryj nieograniczone możliwości animacji!

Poświęcasz dużo czasu na uczenie innych. Jakie zmiany zauważasz w tym, jak młodzi animatorzy postrzegają sztukę i co ich wrażliwość mówi nam o przyszłości naszej kultury?

Odpowiedź: Zmiana jest jedną z niewielu stałych w życiu. Dla przykładu – myślę, że powszechnie uznaje się, iż na przestrzeni dekad czas skupienia uwagi (attention span) się skrócił, a ludzie przyzwyczaili się do oczekiwania szybszych efektów i natychmiastowej gratyfikacji. Jest wiele powodów takich zmian, media społecznościowe z pewnością są jednym z nich, ale jest ich znacznie więcej. Takie zmiany mają zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki. Akceptuję je takimi, jakimi są, i pozostaję ciekaw możliwości, jakie ze sobą niosą, uważając jednocześnie na obszary, przed którymi trzeba się wystrzegać.

Nie przewidzę przyszłości za 5 lat, a co dopiero za 20. Gdybym teraz coś wywróżył, za dwie dekady moglibyśmy spojrzeć wstecz i pośmiać się z moich domysłów. Wiem jednak jedno: mistrzami rzemiosła nie stajemy się szybko, lecz poprzez ciągłe powtarzanie zadania, najlepiej takiego, które nas fascynuje. Mózg „przerabia się”, stając się bardziej wydajnym, gdy wykonujesz coś raz za razem. Praktyka, praktyka, praktyka przez wiele lat. Dotyczy to zarówno myśli, które biegają nam po głowie, jak i zadań fizycznych. Jeśli robisz lub myślisz o czymś instynktownie, oznacza to, że już masz za sobą mnóstwo ćwiczeń. Weźmy za przykład chodzenie czy autoironię. Jeśli chcesz być wybitny w nowej umiejętności, nie oczekuj szybkich wyników. Mózg i ciało potrzebują czasu i powtórzeń. Przy wystarczającej ilości ćwiczeń można robić coś na „autopilocie”, bez specjalnego wysiłku, ale większość z nas ma problem z wytrwaniem wystarczająco długo, by osiągnąć ten poziom. Lepiej zaakceptować fakt, że doskonalenie każdej umiejętności może być fascynującą, niekończącą się podróżą, w której przekraczasz swoje granice. Radzę młodym i starszym: cieszcie się ciągłym odkrywaniem tego, co was ekscytuje i interesuje.

Jak festiwal Animator zmienia postrzeganie animacji w tej części Europy i jaką rolę – jako kurator – przypisujesz takim wydarzeniom w budowaniu mostów między twórcami a publicznością?

Odpowiedź: To korzyść obopólna! Sztuka i opowiadanie historii nie „wylądują” nigdzie bez publiczności. Ludzie chłoną sztukę i kulturę, co daje im szansę na nawiązanie kontaktu z innymi, a potem na wewnętrzny rozwój. Masz więcej do nauczenia się od świata, niż jesteś w stanie mu oddać. Festiwal Animator to miejsce, w którym możemy się spotkać i wzajemnie wzbogacić.

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here